Image Caption
Image Caption
Image Caption
Image Caption
Image Caption
Image Caption
Image Caption
Tekst
Spółka z wielką odpowiedzialnością
Sobota, 23. Sierpień 2008 16:38

Rozmowa z Agnieszką i Radkiem Waszkiewiczami, moderatorami Akademii Familijnej, rodzicami Marysi, Antosi, Lilki i Leosi.

AGATA PUŚCIKOWSKA: Skąd u radcy prawnego i bioetyczki pomysł, by „cudzych rodziców uczyć”? Jak trafiliście do Akademii Familijnej?

 AGNIESZKA: – W 2003 r., kiedy Akademia dotarła do Polski, mieliśmy troje dzieci, w wieku 3, 5 i 6 lat. Wydawało nam się, że jesteśmy idealną rodziną, że nie potrzebujemy nic zmieniać. Do projektu zaprosił nas kolega, wcześniej związany z Akademią. Zgodziliśmy się wziąć w nim udział, bo pomyśleliśmy: co nam szkodzi?

RADEK: – Ale w trakcie kursów okazało się, że z naszą rodziną nie jest zbyt różowo… Dopiero wtedy np. dotarło do nas, że dziewczynki były o siebie zazdrosne. Kursy pomogły nam dość szybko rozwiązać problem. Nauczyliśmy się też, że z wychowaniem dzieci jest jak z pieleniem ogródka. Przymkniesz oczy, a rosną nowe chwasty… Trzeba umieć je zauważyć i w porę wyrwać.

AGNIESZKA: – Czasem zgłaszają się do nas rodzice, którzy mają konkretny kłopot z dzieckiem: dziecko nie śpi w nocy, czy w wieku kilku lat się moczy. Częściej jednak rodziny, tak jak my kiedyś, wychodzą z założenia, że są świetne, nie potrzebują zmian. A to… ich pierwszy problem… W Akademii zwykle wychwytują jeszcze wiele innych


Co się zmieniło w Waszej rodzinie od czasu, gdy skończyliście kursy Akademii?
RADEK: – Teraz świadomie obserwujemy dzieci, całą naszą rodzinę. Po prostu otworzyliśmy szeroko oczy. Wcześniej żyliśmy z dnia na dzień…
AGNIESZKA: – Owoce kursów najlepiej widzimy w naszym najmłodszym dziecku, prawie dwuletniej Leosi. Mała właściwie nie wymaga „obsługi”. Jest samodzielna, zdyscyplinowana. I wychowanie jej, do tej pory, było… łatwe. Po prostu znamy pewne metody, przyjęliśmy zasady, których się trzymamy. I dziecku jest łatwiej, i nam.

Oj, to brzmi groźnie: idealne dziecko, taki robocik…
AGNIESZKA: – Ależ ona jest zwykłym, normalnym, wesołym dzieckiem. Nie zrozumieliśmy się: Leosia łobuzi, szaleje, wszędzie jej pełno. Ale gdy proszę o sprzątnięcie klocków, robi to. Gdy mówimy: czas na kąpiel, idzie do kąpieli. Co jest złego w tym, że uczymy dzieci dyscypliny? Teraz dyscyplina kojarzy się z jakimś terrorem, czymś negatywnym. Nie ma jej w szkołach, nie ma w domu. No i efekt widzimy: rozwydrzone nastolatki, do tego kompletnie zagubione w świecie…
RADEK: – Od dzieci trzeba wymagać od najmłodszych lat. Już dziecko półtoraroczne powinno mieć obowiązki. Tyle tylko, że muszą być dostosowane do jego możliwości. Z wiekiem powinno ich przybywać. No i jeszcze jedno: bardzo ważna jest żelazna konsekwencja. Gdy wymagamy – wymagajmy do końca.

Mam wrażenie, że teraz panuje filozofia: dziecku (zwykle jednemu) się należy, musi mieć, należy trzymać je w puchu i…
AGNIESZKA: – …obsługiwać. Tak, to prawda. Ale efekt może być opłakany: piętnastolatka, z którą trzeba walczyć o posłanie łóżka… Nie mówię już o poważniejszych problemach. Dzieci coraz częściej nie uczestniczą w życiu rodziny. Są poza nią. Wszystko dostają, wszystkiego wymagają, rosną „udzielne książątka”, dla których rodzice to „służba”.
Radek: – A potem dziwimy się, że konsumpcyjne podejście do świata, że brak autorytetów… Rodzina to „firma” – tu wszyscy mają swoje miejsce i wszyscy pracują na wspólne dobro. Dzieciaki naprawdę są szczęśliwe, gdy własnoręcznie obiorą ziemniaki i gdy rodzice je za to pochwalą. Dzieci mogą dużo więcej, niż wydaje się rodzicom.

Stosujecie system nagród i kar?
AGNIESZKA: – System to za dużo powiedziane. Ale oczywiście nagradzamy dzieci. RADEK: – Największą nagrodą dla dziecka powinien być „uścisk ręki szefa”. Dzieci są dumne, gdy rodzic się z nich cieszy. Chcą być wtedy coraz lepsze, rozwijają się szybciej, więcej osiągają. Mamy z Agnieszką taką zasadę: na jedno skarcenie przypada pięć pochwał. W odwrotnej sytuacji dziecko może uwierzyć, że jest głupie, niedobre…

Czy karcenie według Was, to również… bicie?
AGNIESZKA: – Pytasz, czy bijemy dzieci? Odpowiem ci tak: jeśli roczne dziecko wkłada palce do kontaktu, to nie będę mu godzinami tłumaczyć o szkodliwości takiego zachowania. Po prostu dam klapsa. Ale już inaczej postępujemy ze starszymi dziećmi. Dawanie im klapsów nie ma sensu. Po pierwsze dlatego, że jest to wyraz bezradności rodzica, jego zdenerwowania, a po drugie – jest wiele innych, skuteczniejszych metod wychowawczych. I zaznaczam, że mówimy tu o klapsie, bo bicie jest całkowicie niedopuszczalne.
RADEK: – Uderzenie dziecka kilkuletniego to naruszenie jego nietykalności osobistej. Dziecko czuje się upokorzone, bardziej boli wnętrze niż pupa…

Agnieszko, jesteś bioetykiem, zajmujesz się dziećmi i domem. Nie ciągnie cię do pracy zawodowej?
AGNIESZKA: – Moją pracę wykonuję profesjonalnie: profesjonalnie zarządzam rodziną. Nie mogłabym efektywnie pracować jednocześnie na dwóch etatach… Ale jestem na bieżąco z informacjami, wiadomościami dotyczącymi mojego zawodu. Mogę dokształcać się w domu, i to mi wystarcza. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła być kilka, czy kilkanaście godzin poza domem. Wiem, że są kobiety, które to potrafią, chcą łączyć pracę zawodową z prowadzeniem domu. Ale to nie dla mnie. RADEK: – Ojcowie, którzy pracują zawodowo, muszą z kolei uważać, żeby wracając z pracy… nie wyłączać mózgów. W pracy zwykle wszystko robią na wysokich obrotach, a w domu – w rodzinie – przyjmują dużo niższe standardy działania…

Nie jest łatwo po kilkunastu godzinach pracy być dobrym rodzicem… RADEK: – A kto mówi, że jest łatwo? Dla nas jednak, dzięki Akademii Familijnej, wychowanie dzieci to trudne, ale fascynujące zadanie.

GOŚĆ NIEDZIELNY 13 maja 2007r.
 

 
Akademia Familijna. Witamy!, Powered by Joomla!