JPW styczniu na zaproszenie Akademii Familijnej przybył z wykładem do Józefowa dr inż. Jacek Pulikowski: spełniony mąż, ojciec trójki dorosłych dzieci, świeżo upieczony dziadek, wykładowca akademicki, autor wielu książek poświęconych tematyce rodzinnej. Jego pasją i misją jest pomoc małżeństwom w przezwyciężaniu kryzysów, budowaniu relacji rodzinnych, wychowaniu dzieci. Wraz z małżonką Jadwigą byli powołanymi przez papieża Franciszka audytorami ostatniego Synodu Rodziny. Pan Jacek Pulikowski zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań Mamy na szpilkach:

Anna Krzyżowska: Marzeniem każdego rodzica jest szczęście dzieci, także w perspektywie ich związków małżeńskich. W Encyklice papieża Piusa X czytamy, że dzieci przygotowuje się do małżeństwa od narodzin. Jakie cechy uważa Pan za kluczowe w osiągnięciu szczęścia w małżeństwie i jak rodzice mogą pomóc dzieciom te dobre cechy wypracować?


Jacek Pulikowski: Dzieci przygotowuje się do małżeństwa jeszcze przed poczęciem. Dobrze traktowane dziecko już w łonie matki lepiej się rozwija. Już gdy zawieramy małżeństwo rozpoczynamy tworzenie klimatu wychowania naszych dzieci. Nawet jeśli wybiorą one wspanialszą drogę: życia w celibacie – to wszystko co im przekażemy przyda się w klasztorze czy w seminarium. Ja bym ogólnie powiedział, że dzieci wychowuje się do miłości. Powinniśmy wykształcić w dziecku poszanowanie wartości moralnych. Powinny nie tylko być poinformowane o wartościach, ale niejako wdrożone w system zasad. Ponad wszelką wątpliwość powinno wiedzieć, że te wartości są dla niego dobre.

Pierwsza rzecz, jaka nasuwa mi się w tym momencie to fakt, by nasze dzieci poznały i oczywiście zaakceptowały system wartości głoszony przez dekalog – mówiąc najkrócej. Czyli powinny go poznać rozumem i zaakceptować. Druga rzecz, równie ważna, żeby ukształtować w dziecku silną wolę. Co z tego, że my rozumem wiemy, że coś jest dobre, gdy nie potrafimy wolą wprowadzić tego w życie. Nawet św. Paweł mówił, wiem co dobre, pragnę dobra, a czynię zło. Czyli obok kształtowania rozumu i związania z systemem wartości jako wielkim dobrem, konieczne jest kształtowanie woli w ten sposób, żeby dziecko ten system wartości było w stanie wprowadzić w życie. By się nauczyło nie czynić rzeczy złych, choć świat będzie to podsuwał, a czynił rzeczy dobre.

W dziecku powinny się ukształtować rozum, wola, i tęsknota: wizja życia, które praktycznie prowadzi do szczęścia. Dziecko ma pragnąć być święte i pragnąć miłować – to dopiero jest źródłem szczęścia – relacja miłości z Bogiem i ludźmi. To by były te trzy najważniejsze rzeczy.


Teraz powstaje bardzo praktyczne pytanie: jak tego dokonać? Jak znaleźć zatem złoty środek, owo medio virtus, między wymaganiem, a poszanowaniem wolności?

Tu się zaczyna cała gama sposobów. Od rzeczy fundamentalnych do przeróżnych „chwytów”. Wiele prądów wychowawczych skupia się na technikach psychologicznych, jak dziecko zmanipulować, żeby robiło to co chcemy. To co jest ważne myślę, to przykład miłości między rodzicami.To ma być pociągający przykład, jeśli ma być najcenniejszym środkiem wychowawczym: tata i mama się kochają; tata i mama będą razem do końca życia, tata i mama pokazują jak należy traktować kobietę i jak należy traktować mężczyznę.

Drugim elementem niezbędnym do prawidłowego rozwoju jest kochająca mama, która spełnia potrzeby emocjonalne malutkiego dziecka, daje miłość i przekonuje o niej dziecko, ale też uczy miłości. Zaraz obok miłości mamy jest miłość taty, jako wzoru cnoty męskości. Jest jeszcze jedna miłość, którą dziecko musi sobie uświadomić. Fakt, że Bóg kocha bezwarunkowo wszystkie swoje stworzenia. Zadaniem rodziców jest odkryć z dziećmi tę miłość. Czy są grzeczne, czy niegrzeczne, czy są zdrowe, czy są chore, czy zachowuję się tak czy inaczej są kochane przez Boga. Niezależnie od wszystkiego Pan Bóg je kocha.

Pani mnie zaczęła podpytywać jakimi sposobami to osiągnąć: możemy się zastanawiać nad skutecznością kar, nagród, pochwał, wymagań, pobłażania: o tym można długo dyskutować: nie ma gotowej recepty. Tego nie da się przedstawić w procentach. Rodzina ma być pociągającym przykładem. Wielu rodziców chciałoby „wepchnąć” dzieci do świata wartości, sami w nim nie istniejąc. Tak się nie da wychowywać. Żadne dziecko nie uwierzy, że warto trudzić się bezinteresownie dla innych, jeśli rodzice tego nie robią. Taka działalność jak wolontariat, działanie bez profitów przekonuje dzieci, że warto tak w życiu robić. Ważne jest, by stwarzać dzieciom warunki do poświęcania się dla innych: na początku dla rodzeństwa, sąsiadów. Francuski generał podczas I Wojny Światowej miał powiedzieć, że wojsko jest jak makaron, nie da się go pchać, trzeba ciągnąć. To samo będzie z wychowaniem dzieci. Do wartości trzeba pociągać, nie da się popychać. Rodzice nie chodzą do kościoła, ale dziecku każą, bo idzie do Pierwszej Komunii. Dziecko nie jest głupie i widzi zakłamanie, działanie na pokaz.

My, jako małżonkowie, wiemy że się kochamy, ale czy dzieci o tym wiedzą? My czasem się przy dzieciach posprzeczamy, dla dziecka to jest sygnał: kłócą się, może się rozstaną. Dziecko powinno wiedzieć, że się kochamy. Niech tata przytuli mamę, niech pocałuje mamę przy dzieciach, niech się rodzice pogodzą przy dzieciach. Warto mówić do dzieci otwartym tekstem: pokłóciliśmy się z mamą, ale się kochamy i nigdy się nie rozstaniemy. Spieramy się, bo chcemy, żeby było jak najlepiej. Dla dziecka to jest niezwykle ważne. Jeśli mama z tatą obrzydzą dzieciom małżeństwo wiecznymi narzekaniami, kłótniami, niespełnionymi oczekiwaniami, nie dziwmy się, że dziecko nie będzie tęsknić za takim związkiem.

Ogromnie ważny jest wspólny front mamy i taty w wychowaniu dzieci. Możemy się za plecami nie zgadzać, ale ostatecznie mamy mieć wspólny front. Nie może być tak, że mama na coś pozwoli, a tata nie i na odwrót. Dzieci natychmiast się w tym orientują i wiedzą z jakim pytaniem do kogo pójść. Zaczynają kombinować i lawirować między mamą a tatą. Kolejną ważną rzeczą jest ton w jakim komunikujemy się z dziećmi. Nazwałbym go „spokojnie stanowczym”. Chodzi o to, żeby dziecko było rodzicom posłuszne, a nie uległe. Nie chodzi o to, by dziecko wykonywało polecania rodziców, ale o to by wykonywało polecenia rodziców dlatego, że wie, że rodzice mają prawo je wydać. Gdy dziecko wykonuje polecenie bo się boi kary, albo dlatego że liczy na nagrodę, to nie jest budujące. Dzieci powinny rozumieć, dlaczego coś mają robić. Uległość jest uczuciem niewolnika, który jakby tylko mógł, nie robiłby tego co mu każą. Dzisiaj dzieci się rozbestwia prawami dziecka, prawami ucznia, buntuje się przeciwko rodzicom. Jak rodzice nie dają ci kieszonkowego to jesteś ofiarą przemocy, jak rodzice kontrolują, o której wracasz do domu, jesteś ofiarą przemocy, jak rodzice nie pozwalają ci na kontakty z rówieśnikami…i taki stek bzdur. Ale o obowiązkach cisza. Kiedy na przykład dziecko odezwie się nie ładnie do taty można powiedzieć: Słuchaj, czy jak ty będziesz tatą chciałbyś, żeby twój syn tak się do ciebie odnosił? Już pięciolatek jest to w stanie zrozumieć, nie mówiąc o nastolatku. Bardzo wielu młodym ludziom to otwiera oczy.

Rodzice wraz ze wzrostem dziecka mają się wycofywać z decydowania, na coraz to szerszych obszarach. To przechodzenie od pełnej zależności od rodziców, do pełnej niezależności. Dziecko powinno czuć ból jeśli zrobiło coś źle, wiedzieć, że z tego wynikają konsekwencje. Ja mogę mu w tym bólu towarzyszyć, wspierać je, ale nie mogę tego bólu odjąć. Podjąłeś złą decyzję i to boli. Myślę także, że w takich sytuacjach zdecydowanie lepiej jest zostawić większe pole w wychowaniu ojcu niż matce. Mamy mają za wrażliwe serce i chciałyby uchronić dziecko przed każdym guzem. A czasem guza trzeba nabić, by nauczyć się odpowiedzialności. Dziecko musi wiedzieć co mu wolno, a czego nie wolno, a sprawdzają to ile się da. Gdy zauważą, że jak zacznie płakać to rodzice zmieniają decyzję, to płacze.„Jeśli będę awanturował się w markecie to jeszcze mi kupią czekoladkę, żebym się uspokoił”. Dziecko widzi jakie zachowanie działa. Nie można dać się dziecku terroryzować.

W domu powinna być instancja. Osoba, która jak coś powie tak ma być. Dziecko naprawdę tego potrzebuje. Kto to ma być? Zdecydowanie ojciec. Mama robi czasem wiele rzeczy na raz i dobrze, bo inaczej nasze domy by nie funkcjonowały.Mama wydaje polecenia, których czasem nie jest w stanie wyegzekwować, bo robi to z wielką prędkością: zrób to, przenieś to, nie rób tego: połowę tych poleceń sama wykonuje, bo nie ma czasu czekać, aż dziecko się zbierze. A dziecko się natychmiast orientuje. Mama powiedziała żebym zrobił, nie zrobiłem i nic się nie stało, więc mamy można czasem nie posłuchać. Żony czasem mówią do mężów słuchaj zrób coś. Kazałam mu posprzątać klocki i nie posprzątał. Tata powinien być „zostawiony” na sytuacje szczególne. Tata powiedział, że nie i nie ma gadania. Słuchaj, jak mogłeś, przecież tata powiedział, że nie. Dziecko potrzebuje autorytetu taty.

 

A jakie mamy najlepsze narzędzie, by dziecko nie zeszło na manowce?

Jest mnóstwo badań wskazujących, że jest to dobra więź z przyzwoitym ojcem. Trzeba od urodzenia troszczyć się o dobrą wieź z ojcem. Kochająca dzieci mama, nie powinna zastępować im ojca, nawet jeśli jest on niedoskonały. W oczach dzieci, powinna kreować go na bohatera, bo dzieci tego potrzebują.

 

Czy uważa Pan, że małżonkowie mają prawo oczekiwać od siebie zmiany, spełniania swoich oczekiwań? A może powinniśmy uznać niektóre cechy współmałżonka za „dopust Boży” i po prostu biernie je znosić?

Jeśli zawarliśmy małżeństwo, zyskaliśmy pewne prawa wobec siebie. Mamy od tej pory obowiązek troszczyć się, żeby mój mąż/moja żona wzrastali w dążeniu do świętości. To nie chodzi o to, żeby współmałżonek był na moją modłę, ale by osiągnął dobro. To trzeba wyraźnie odróżnić. Ale mamy prawo powiedzieć: to mi się podoba, takie zachowania lubię. Wymuszać nie możemy, możemy prosić, czy mógłbyś mi to ofiarować. Żona ma prawo prosić męża, by się zmieniał, żeby jej z nim było lepiej, i odwrotnie: oby to były zmiany w kierunku dobra.

 

A gdy małżonkom już przestaje zależeć?

Proszę nie uznać tego za męską solidarność, ale niestety może być w tym duża wina kobiet. Mężczyźni z natury są ukierunkowani na świat zewnętrzny, pokonywanie trudności, walki ze światem – to jest ich żywioł i tam się dobrze czują. Ale jak się mężczyzna zakocha – to jest w stanie zostawić swoją ukochaną materię, żeby zdobyć kobietę. Jego wybranka ma zatem niesamowite narzędzie w ręku. On wszystko dla niej zrobi. To jest szansa dla mężczyzny, żeby odwrócił się odmaterii, która szczęścia mu nie da. Może dać czasowe zadowolenie, ale nie szczęście. To co naprawdę daje spełnienie to relacje miłości. Jeśli kobieta mądrze tym steruje, tym jego zakochaniem, tęsknotą, to może bardzo mężczyźnie pomóc urosnąć. Wiele kobiet dzisiaj niestety tego nie wykorzystuje. Kobieta jest tak zachwycona, że mężczyzna się w niej zakochał, że natychmiast się mu oddaje, żeby przyklepać ten związek i mężczyzna nie musi już jej zdobywać, to on stawia warunki. To w kolejnych latach życia się pogłębia. Dlatego wielka rola matek, żeby nauczyć synów zwrócić się ku człowiekowi. Jeśli chłopak powie dziewczynie, że nie może przyjść na randkę, bo musi się opiekować chorą babcią, to ona powinna skakać pod sufit, że ma takiego chłopaka, a nie obrażać się, że babcia jest ode mnie ważniejsza.

Kobiety mogą nauczyć mężczyzn poświęcania się z miłości. Jeśli mama go nie nauczy, siostra, żona, to on będzie żył swoim życiem zewnętrznym, do którego ma talent, a żona będzie cierpieć. Zdarza się, że żona po piętnastu latach małżeństwa orientuje się, że w zasadzie to ona jest służącą, a mąż nawet nie podziękuje za obsługę. I teraz odkręcić to wszystko, to jest dopiero robota. Ale się da!

 

Pana żona wspominała, że została w domu, żeby opiekować się dziećmi, mimo intratnej propozycji pracy na uczelni. Czyuważa Pan, że warto, by mama była z małymi dziećmi w domu?

Świat mówi, że nasze zadowolenie z życia będzie zależało od tego ile zarobimy pieniędzy, jakie będziemy mieli samochody, jakie domy i kariery. Naprawdę cała aktywność zawodowa jest po to, by zapewnić środki do życia rodzinie, a szczęście ma płynąć z naszych relacji z Bogiem i relacji międzyludzkich. Cały geniusz kobiety jest nastawiony na macierzyństwo.


Feministki, by pana zlinczowały…

Oczywiście, że tak. Byłem wielokrotnie linczowany przez feministki i jestem z tego dumny. „Bądź jak mężczyzna, a będziesz szczęśliwa...” to jest kłamstwo. Kobieta będzie szczęśliwa jeśli jest kobietą. Oczywiście bycie matką, to coś dużo więcej niż zrodzenia dzieci. Spójrzmy na Matkę Teresę z Kalkuty, czy Wandę Błońską, która szereg lat spędziła pomagając trędowatym. Były spełnione, bo matkowały.

W Polsce został nakręcony przez Fundację Mamy i Taty świetny spot. Kobieta, która miała wszystko, zwiedziła cały świat konstatuje z łezką w oku – tylko nie zdążyłam urodzić dziecka. To wywołało histerię środowisk feministycznych. Kobieta powinna marzyć o urodzeniu dziecka i byciu pod skrzydłami mężczyzny, który będzie za nią odpowiedzialny. A dziś kobiety marzą, żeby mieć władzę w rodzinie, robić kariery, a dzieci gdzieś tam przy okazji. Nie da się tak. Jeśli mamy marzenia niezgodne z naszą ludzką naturą, to nawet jeśli się spełnią, nie będziemy szczęśliwi. Kobieta, która robi gigantyczną karierę finansową, rezygnując z rodziny, dzieci – prędzej czy później nad sobą zapłacze – tylko pewnie później, gdy już będzie za późno.

Kobietom, które szybko po urodzeniu dziecka wracają do pracy opowiedziałbym taką historię: Trzyletnia dziewczynka biegnie wtulić się do spódnicy babci, bo się przestraszyła, a obok stała matka. Mama zrobiła babci karczemną awanturę, że jej zabrała dziecko. A mama nie doczekała nawet do końca urlopu macierzyńskiego, bo musiała wracać do swojej kariery. Ta kariera, jak wspaniała by nie była, nie da kobiecie tyle satysfakcji co świadomość, że moje dzieci postępują jak trzeba, że nie odeszły od Boga, że będą się o mnie troszczyć do końca. Nie chodzi o to by uwiązać dziecko, ale by stworzyć głębokie więzi miłości.

 

Obecnie panuje trend wychowawczy, mówiący że dzieci trzeba jak najszybciej usamodzielniać, zostawiać z rówieśnikami, uspołeczniać? Często zapomina się o inwestowaniu w podstawową relację z rodzicami?

O więź trzeba się troszczyć. Zwłaszcza do mężczyzn powinno dotrzeć, że w pracy dla rodziny nie chodzi o to by naprawić garaż, wyremontować mieszkanie. Ważna jest osobista relacja z dzieckiem. Może niech mąż kąpie dzieci, dotykjest bardzo ważny. Zgubne jest myślenie, że małe dziecko nic nie rozumie. Skoro nie ma jeszcze trzech lat, to pojadę za granicę pracować – przecież ja dla niego zarabiam, dla niego pracuję. Nie przegapcie ojcowie tego wyjątkowego czasu. Możemy zadać sobie pytanie: ile minut dziennie spędzam ze swoimi dziećmi, a ile z komputerem, laptopem? Jeśli przyłożymy do tego słowa kard. Wyszyńskiego: „czas to miłość” wychodzi na to, że dużo bardziej kochamy nasz komputer niż wszystkie nasze dzieci razem wzięte! Bycie z dzieckiem to najlepiej zainwestowany czas – uwierzcie mi!

I tak samo, wydawanie pieniędzy na żonę nie jest stratą pieniędzy. Możemy myśleć, nie będę teraz kupował żonie kwiatka, bo przecież my dom budujemy. Ale tego mężczyznę trzeba nauczyć. Właśnie kobieta ma tę możliwość. To jest jej uczeń. Ci, którzy weszli w małżeństwo, nie mogą być szczęśliwi bez siebie. Co byście bez siebie poczęli w przenośni i dosłownie. Jedziemy na jednym wózku. Często radzę małżonkom: dbajcie o uczucia, bo w klimacie dobrych uczuć łatwiej jest dbać o miłość.

Dziękuję za rozmowę.


Wywiad przeprowadziła Anna Krzyżowska, moderatorka Akademii Familijnej

Zapisz się na newsletter

Podaj prawidłowy adres

Zaznacz powyższe pole

IIFD

IIFD

Szukaj

Znajdź nas

© Akademia Familijna 2018
Wdrożenie: Solmedia.pl