W pierwszej części tego artykułu mówiliśmy o tym, jak ważne jest kształtowanie w dzieciach od samego początku dobrych nawyków w podstawowych sferach jego funkcjonowania, jak bardzo ułatwia to funkcjonowanie dziecka i całej rodziny w tych początkowych latach życia, jak bardzo sprzyja to poczuciu harmonii i bezpieczeństwa malucha, budując w jego głowie obraz świata (a przynajmniej tego, najważniejszego dla małego dziecka, fragmentu rzeczywistości, jakim są jego dom i rodzina) jako miejsca racjonalnego, uporządkowanego i przewidywalnego. Dobre nawyki wypracowane w dzieciństwie stanowią doskonały i mocny fundament pod budowanie w nieco starszym wieku, już w sposób bardziej świadomy, dobrych i wartościowych cech charakteru dziecka, a potem młodego człowieka, określanych mianem cnót, takich jak np. porządek wewnętrzny i zewnętrzny, wytrwałość i wierność zobowiązaniom, odpowiedzialność, męstwo w obliczu przeciwności i niedogodności, roztropność w podejmowaniu różnych decyzji, umiarkowanie, radość… Spróbujmy być długomyślni, tzn. wybiegać myślą w nieco bardziej odległą przyszłość, wyobrażając sobie nasze dziecko za lat dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści… jako w pełni już dorosłego i dojrzałego człowieka. Któż z nas nie chciałby, aby był właśnie taki… A kto nie chciałby dla swojego dziecka takiej właśnie żony czy męża? Dlatego to, co możemy zrobić już teraz, to inwestować czas i wysiłek w kształtowanie w naszych dzieciach dobrych nawyków w różnych obszarach ich życia.  

Photo by CDC on Unsplash

W tej części artykułu chciałabym omówić choć niektóre aspekty związane z kształtowaniem w dzieciach dobrych nawyków związanych z porządkiem i higieną. 

Uczenie dziecka porządku – to oczywiście temat rzeka, ale każda rzeka gdzieś się zaczyna i na początku jest zaledwie małym strumyczkiem. Podobnie fundamentem ogólnego życiowego porządku, jaki zapewne każdy rodzic chciałby widzieć w postawie życiowej swoich dorosłych już dzieci, jest właśnie ów porządek w drobnych codziennych kwestiach związanych z funkcjonowaniem małego dziecka. Mówiliśmy już wyżej o konieczności wprowadzania na wczesnym etapie stałych elementów planu dnia (pory snu, karmienia, spacerów, zabawy…), czyniących życie dziecka przewidywalnym i bezpiecznym i sprawiających, że otaczający świat wydaje się mu zrozumiały i przyjazny. Małe dzieci uwielbiają stałe ramy i bezpieczne granice funkcjonowania (co nie znaczy, że nieraz nie próbują testować ich wytrzymałości). Wprowadzanie porządku w życie dziecka wiąże się też z uczeniem go odpowiedniej hierarchii osób i tego, kto w rodzinie wyznacza zasady, kto kogo prowadzi i kto za kim podąża. Warto tu przypomnieć coś, co jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu wydawało się oczywiste, a dziś dla wielu nie jest już tak jasne. A mianowicie, że to rodzice, jako osoby bardziej dojrzałe i posiadające bez porównania większe doświadczenie, a także odpowiedzialne za dzieci i rodzinę w sensie moralnymi i prawnym, mają prawo (a wręcz obowiązek!) wyznaczać ogólne kierunki i szczegółowe zasady funkcjonowania rodziny (oczywiście w przypadku nieco starszych dzieci warto włączać je w ten proces, rozmawiać, dyskutować czy negocjować – zawsze jednak do określonej granicy, którą jest ostateczna decyzja rodziców). Mają też prawo oczekiwać od dzieci posłuszeństwa i szacunku. Dzieci, które doświadczają takiej mądrej, dojrzałej, choć czasami wymagającej, miłości rodziców, mają szansę uniknąć wielu lęków, niepewności i poczucia zagubienia. W ich głowie kształtuje się pewien elementarny ład i porządek dotyczący prawidłowości  rządzących otaczającym je światem, w tym ścisłą zależnością między wolnością wyboru a związaną z tym odpowiedzialnością.

Photo by Tanaphong Toochinda by Unsplash

Rzecz jasna trudno wyobrazić sobie kształtowanie w dzieciach porządku wewnętrznego bez elementarnego ładu panującego w ich otoczeniu. Dziecko od najmłodszych lat powinno uczyć się tego, że każda rzecz ma swoje określone miejsce, a także tego, że przedmioty mają swoje przeznaczenie, zgodnie z którym powinny być używane. Jego mały świat: zabawki, książeczki, ubranka – musi być w jakiś sposób zorganizowany i posiadać stałą i w miarę przejrzystą strukturę, ułatwiającą utrzymywanie porządku. Częstą przeszkodą jest tu nadmiar rzeczy: zabawek, ubrań… – dlatego też istotna jest umiejętność ograniczania się w tym zakresie, co oczywiście w dzisiejszym, przesiąkniętym duchem konsumpcjonizmu, świecie nie jest bynajmniej rzeczą prostą. Nieuleganie modom, reklamom, a także presji emocjonalnej ze strony dzieci, jasna wizja tego, na czym tak naprawdę polega udane dzieciństwo (Co w przyszłości będą wspominać nasze dzieci: kolejną super zabawkę czy czas spędzony z kochającymi się wzajemnie i szczęśliwymi rodzicami i rodzeństwem?), umiejętność oddawania i dzielenia się z innymi tym, co posiadamy, niegromadzenie rzeczy nadmiarowych czy zepsutych (bo a nuż kiedyś się przydadzą…). To wszystko sprawia, że łatwiej nam utrzymać elementarny ład w naszym otoczeniu, ale jest też wyrazem pewnego porządku wewnętrznego, który pragniemy przekazać także naszym dzieciom. Rafael Pich, doświadczony ojciec szesnaściorga dzieci, jeden z założycieli Akademii Familijnej, mawiał, że dziecko powinno mieć w swoim zasięgu tyle zabawek, ile jest w stanie ogarnąć i utrzymać w porządku. Jest prawdą powszechnie znaną to, że bałaganienie i rozwalanie zabawek jest znacznie prostsze niż ich sprzątanie, choć technicznie wymaga to bardzo zbliżonych ruchów. Nie skazujmy naszych dzieci na rozpacz i poczucie beznadziejności w obliczu konieczności sprzątnięcia (a właściwie: odgruzowania) podłogi zasłanej grubą warstwą klocków, puzzli, kredek, żołnierzyków, samochodów… Lepiej ograniczyć liczbę zabawek, wynosząc np. część z nich na jakiś czas na strych lub w jakieś odpowiednie ku temu miejsce, a w odpowiednim momencie dokonać wymiany, dając jednocześnie dziecku okazję do ponownej radości na widok starych, a zarazem jakby zupełnie nowych zabawek, które dzięki czasowemu „odizolowaniu” nabierają nowego blasku i zyskują na atrakcyjności. 

Jest prawdą powszechnie znaną, że natura nie znosi próżni. Albo więc w umysłach naszych dzieci od małego zakorzeni się idea porządku jako stanu naturalnego i pożądanego (zarówno w wymiarze materialnym, jak i niematerialnym), albo też czymś normalnym będzie dla nich chaos i nieład – zarówno w otoczeniu, jak i w wymiarze duchowym. Tertium non datur!  

  • Również w sferze higieny dziecko powinno przyzwyczaić się do tego, że to czystość i schludność są stanem właściwym i normalnym. Oczywiście, jak we wszystkim, należy tu zachować umiar i znaleźć złoty środek. Dziecko do prawidłowego rozwoju potrzebuje swobodnej zabawy, obcowania z naturą (również w postaci piachu czy błota) i poczucia, że jego szczęście i zadowolenie, jest dla mamy ważniejsze niż to, że przy okazji pobrudzi sobie ubranie. To my, dorośli, powinniśmy zadbać o to, aby zapewnić strój odpowiedni do sytuacji tak, by minimalizować ewentualne straty, i żebyśmy ani my sami, ani dziecko nie musieli przejmować się tym, że ubranie zostanie pobrudzone czy nawet w jakiś sposób uszkodzone. Rzecz w tym, aby po zabawie, zadbać o doprowadzenie swojego wyglądu do porządku tak, aby do rodzinnego posiłku, modlitwy czy też innej czynności, której dziecko chce się oddać, przystąpiło ono już czyste i przebrane (jeśli jest taka konieczność). Wymaga tego chociażby szacunek dla innych, jak również wpajanie dziecku nawyku schludności i dostosowywania swojego wyglądu i ubioru do okoliczności. 

Photo by Jelleke Vanooteghem on Unsplash

Myślę, że nie trzeba się tu chyba nadmiernie rozwodzić nad koniecznością uczenia dzieci od najmłodszych lat podstawowych zasad, związanych z korzystaniem z toalety, odpowiednio częstym myciem rąk (pandemia, przy wszystkich swoich zagrożeniach i niedogodnościach, w tej akurat sferze przysłużyła nam się dobrze) czy higieną osobistą. Większość rodziców ma tu chyba jasność. To, na co warto może zwrócić uwagę, to godzenie troski o staranność i dokładność czynności higienicznych z poszanowaniem dla wstydliwości i intymności (a także wpajania i kształtowania tych cech), zwłaszcza dzieci nieco już starszych. Dotyczy to zarówno sytuacji, gdy rodzeństwo, zwłaszcza płci przeciwnej, ale nie tylko, kąpie się razem (co oczywiście jest dla dzieci nie lada atrakcją, dając możliwość wspólnej zabawy w wannie). Warto wtedy zwrócić uwagę, aby dzieci miały na sobie majteczki, a mycie tych części ciała zorganizować w sposób tyleż sprytny, co uwzględniający powyższe aspekty. 

Jeszcze jedną kwestią związaną ze sferą higieny, a stanowiącą z jednej strony znaczący krok na drodze ku autonomii, z drugiej zaś – nierzadko – swoiste pole bitwy i przyczynę frustracji rodziców, jest odzwyczajanie dziecka od pieluchy. Wiadomo, że każde dziecko dojrzewa w tej sferze w nieco innym tempie, jednak datą graniczną (jeśli sprawa nie została – nomen omen – załatwiona wcześniej), są – może poza jakimiś wyjątkowymi przypadkami – okolice ukończenia przez dziecko drugiego roku życia. Należy wówczas poważnie przymierzyć się do tego wyzwania, nawet jeśli odzwyczajanie od pieluchy miałoby nieco potrwać i wiązać się z określonymi niedogodnościami. Czasem zdarza się, niestety, że barierą nie są tu realne możliwości dziecka, lecz – przepraszam za słowo – wygodnictwo rodziców i przyzwyczajenie do takiego trybu funkcjonowania, dość komfortowego zwłaszcza w dobie pampersów (znana jest anegdota o mamie, która godzinami nie zmieniała dziecku pampersa, bo na opakowaniu było napisane: „do 9 kilogramów” 😉). Trzeba jednak w odpowiednim momencie wziąć byka za rogi i wspomóc dziecko w  uczynieniu kolejnego kroku do samodzielności. Dobrze jest wybrać ku temu cieplejszą porę roku, kiedy dziecko ogólnie ma na sobie mniej warstw, pozostawanie przez jakiś czas w mokrych majteczkach nie grozi przeziębieniem, a i pranie, którego w nieuchronny sposób zrobi się więcej, schnie szybciej. Oczywiście przez jakiś czas konieczne będzie zakładanie pampersa do snu albo na wyjścia z domu – nie można od razu stawiać poprzeczki za wysoko, ale istotne jest, aby, podjąwszy raz decyzję, być konsekwentnym, nie poddawać się i nie zawracać z drogi, bo ta droga ma tylko jeden kierunek i każdy z nas musiał ją kiedyś przebyć. Oczywiście każda rodzina wypracowuje sobie inne sposoby motywowania i zachęcania dziecka do postępów w tym zakresie (grające nocniczki, nagrody, czytanie książeczek, by odpowiednio długo zatrzymać malucha na nocniczku, aby potem odtrąbić rodzinne święto i dać mu odczuć radość z tego „sukcesu” i zachęcić do powtarzania go…). Ważne jest jednak, żeby w miarę możliwości szybko przywrócić rzeczy na odpowiednie miejsce, tzn. sprowadzić załatwianie się do poziomu normalnych czynności fizjologicznych, załatwianych w odosobnieniu, atmosferze spokoju i intymności, i bez konieczności chwalenia się ich efektami przed całym światem. Doświadczenie podpowiada, że im większe zamieszanie i tak zwane „wielkie halo” robi się  wokół pewnych kwestii (dotyczy to np. również jedzenia), zamiast traktować je z naturalnością, tym częściej zdarza się, że dzieci mają w tych sferach kłopoty, są zestresowane albo zakładają może nawet nie do końca świadomie, że to rodzicom zależy na tym bardziej niż im samym, i próbują manipulować lub stosować wobec rodziców swoisty szantaż. 

W powyższym artykule próbowałam nakreślić podstawowe kierunki i zwrócić uwagę na istotne aspekty kształtowania u dzieci dobrych nawyków w czterech kluczowych sferach ich życia. Bardzo się cieszę, jeśli ktoś poczuł się zainspirowany lub zaczerpnął z tego tekstu coś dla siebie i swojej rodziny. Bardzo istotną kwestią, jaką chciałabym jeszcze raz podkreślić na koniec, jest fakt, że pierwsze lata życia dziecka – często pod tym względem zaniedbywane  – są kluczowe dla wyrabiania w nim właściwy nawyków, które stanowią mocny fundament pod dalszą pracę nad charakterem dziecka w późniejszych latach jego życia. 

Anna Wardak

Projekt dofinansowany ze środków Pełnomocnika Rządu ds. Polityki Demograficznej

ZAPRASZAMY NA NASZE KURSY ON-LINE: